Zapadlisko budzi pytania o planowaną kopalnię cynku i ołowiu w Zawierciu
Czwartkowy wieczór na osiedlu Glinianki w Olkuszu był jak scena z filmu katastroficznego – nagły huk, pęknięcie ziemi i czterometrowa wyrwa tuż obok domu jednorodzinnego. Latarnię, hydrant, skrzynkę elektryczną i fragment chodnika „wciągnęło” pod ziemię, odsłaniając sieci gazowe i wodociągowe. Mieszkańców ewakuowano, ulice zamknięto, a do akcji wkroczyły wszystkie służby. Oficjalnie trwa badanie przyczyn, nieoficjalnie – w Olkuszu znów rozbrzmiewają słowa, które region zna aż za dobrze: szkody pogórnicze.
Sprawa dotyczy miejscowości, w której pokopalniana historia dopiero się domyka. Od zamknięciu zakładu „Pomorzany” (eksploatowanego przez ZGH Bolesław) mieszkańcy Bolesławia i Olkusza do dziś mierzą się z osiadaniem gruntów, zapadliskami i niestabilnością terenu. W czwartek potwierdziło się brutalnie: przeszłość potrafi wracać… spod ziemi.

I właśnie w tym momencie, kilkadziesiąt kilometrów dalej, w Zawierciu trwa dyskusja o planowanej nowej kopalni cynku i ołowiu w sercu Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Projekt OLZA firmowany przez kanadyjską firmę – której przyszłości ze względu na fatalne finanse nie wróży jej wewnętrzny audytor – ma „otworzyć nowy rozdział” dla regionu: miejsca pracy, podatki, impuls rozwojowy. Tyle że mieszkańcy słyszą też echo z Olkusza. Póki co bada złoża. Ale chyba nie po to, żeby wydać grube miliony, aby państwo polskie wiedziało, ile tego cynku i ołowiu jest pod ziemią.
Radni w Olkuszu nie kryją niepokoju. Sebastian Tomsia mówi o „przerażeniu mieszkańców” po hukach z czwartkowej nocy, a Michał Zasucha wskazuje, że to „pierwszy tak poważny przypadek szkody pogórniczej na silnie zabudowanym terenie gminy”. Poseł Jacek Osuch zapowiada interpelację do premiera. Geolodzy z Państwowy Instytut Geologiczny badają stabilność gruntu, służby pilnują strefy zamkniętej, a mieszkańcy pytają: czy ktoś w przyszłości zapłaci rachunek za pękającą ziemię?

To pytanie coraz głośniej brzmi w Zawierciu. Bo Jura to nie tylko malownicze skałki – to woda pitna, specyficzna geologia krasowa i gęsta zabudowa. Region o delikatnym „kręgosłupie” geologicznym. Wystarczy jedna przestrzelona decyzja, by krajobraz „z katalogu turystycznego” zamienił się w katalog szkód. A na taką decyzję finalnie czeka kanadyjski inwestor.
Dlatego w tej sprawie nie wystarczą hasła o rozwoju. Potrzebne są liczby, gwarancje i twarde zabezpieczenia. I pytanie, które dziś powinno paść publicznie – bez PR-owych uników:
Jakie gwarancje i jaką kwotę zabezpieczy firma planująca budowę kopalni na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej, aby w przyszłości pokryć szkody takie jak te, które dziś widzimy w rejonie Bolesławia i Olkusza po zamknięciu kopalni „Pomorzany”?
Bo historia Olkusza pokazuje jedno: kopalnia odchodzi, problemy zostają. A ziemia – jak widać – pamięta dłużej niż kadencje polityków i strategie firm. Jeśli Zawiercie ma uniknąć „efektu olkuskiego”, to dziś jest ostatni moment, by zamiast obietnic poznać konkretne zabezpieczenia. I to nie symboliczne, tylko takie, które naprawdę utrzymają grunt pod nogami mieszkańców.
fot. FB Jacka Osucha