Ministerstwo Klimatu i Środowiska znów po stronie Kanadyjczyków?
Ministerstwo Klimatu i Środowiska 28 października 2025 roku wydało decyzję o przedłużeniu koncesji nr 34/2010/p firmie Rathdowney Polska. Co prawda, jest 14 dni na odwołanie się lub uprawomocnienie tego dokumentu, ale pokazuje on kierunek, w którym rząd zamierza iść w sprawie złóż cynku i ołowiu na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. Ta sama koncesja, wydana po raz pierwszy w lipcu 2010 r., właśnie dostaje kolejne trzy lata życia. Trzy lata, w czasie których kanadyjska spółka będzie mogła dalej „badać” złoża cynku i ołowiu.
Dorośli ludzie i dojrzewające decyzje
Kiedy firma po raz pierwszy dostała pozwolenie na badania, dzisiejsi uczniowie klas pierwszych szkół średnich dopiero przychodzili na świat. Za trzy lata będą pełnoletnimi ludźmi i wejdą w dorosłość. Tymczasem kanadyjska firma dalej drąży temat, jakby nie chciała dojrzeć do decyzji, że nie ma tu czego szukać. Zamiast tego siedzi w piaskownicy i bawi się z mieszkańcami regionu zawierciańskiego w kotka i myszkę.
Przeciwko decyzji ministerstwa zaprotestowali samorządowcy z Zawiercia, Łaz i Poręby. Ogrodzieniec milczy. Milczy tak wymownie, że trudno nie uznać tego za kalkulację. Może liczy, że kanadyjska firma w trakcie odwiertów trafi na coś bardziej medialnego i atrakcyjnego turystycznie niż złoże cynku, na przykład… Bursztynową Komnatę. Inaczej trudno zrozumieć władze Ogrodzieńca.
Tajemnica handlowa – czyli zasłona dymna
Rathdowney w swoim wniosku poprosił o utajnienie części dokumentacji. Firma powołała się przy tym na przepisy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji. Ministerstwo przyklasnęło – tłumacząc, że nawet wiedza o tym, czy odwiert będzie na działce Kowalskiego, czy 20 metrów dalej u Nowaka, mogłaby „zachwiać równowagę rynkową”. Trudno oprzeć się wrażeniu, że to nie równowaga, a przejrzystość debaty publicznej jest tu prawdziwą ofiarą.
„To tylko badania” – refren znany od lat
Resort uspokaja: badania nie stanowią zagrożenia dla środowiska ani wód podziemnych, nie oznaczają też zgody na wydobycie. Tyle że ten sam refren słyszymy przy każdym przedłużeniu koncesji. Za każdym razem ten sam ton, te same frazy o „bezpieczeństwie”, „wiedzy geologicznej dla Skarbu Państwa” i „darmowych informacjach od kanadyjskich przyjaciół”.
A jednak trudno uwierzyć, że ktoś naprawdę wierzy w bezinteresowną miłość zagranicznej korporacji do polskich skał.
Kotek i myszka, czyli gra na czas
Pod decyzją zezwalającą na przedłużenie koncesji podpisał się Krzysztof Galos, Główny Geolog Kraju. Tym samym Ministerstwo Klimatu i Środowiska znów rozdało role w spektaklu, który znamy od lat. Po jednej stronie – logika i rozwój turystyczny Jury. Po drugiej – doraźny zysk i „inwestycyjny optymizm”.
Jak celnie ujął to prezes Stowarzyszenia Nie dla Kopalni Cynku i Ołowiu, Mariusz Golenia:
– Mamy kolejne trzy lata zabawy w kotka i myszkę. Kotek to logika, myszka – parcie na kasę. I jak zwykle myszka znikła w dziurze, zwanej koncesją.
Trzy lata. Dla ludzi – to okres dojrzewania, dla natury – mniej niż chwila. Ale w sprawie kanadyjskiej koncesji każda taka „chwila” to ryzyko, że pewnego dnia z pięknych wapiennych skał zostaną tylko dziury, przez które wyciekać będą wody podziemne.