Gdyby z artykułu pt. „Zawiercie szuka pieniędzy na budowę hali. Myszków nie wie, jak sfinansować basen na Dotyku Jury. Kopalnia to dla każdego z miast przynajmniej 30 mln rocznie” w Kurierze Zawierciańskim dało się wycisnąć choć kroplę prawdy ekonomicznej, to gminy Zawiercie, Łazy, Ogrodzieniec i Poręba mogłyby już zamawiać złote kostki brukowe, marmurowe fontanny i nowe SUV-y dla urzędników. Niestety – po weryfikacji danych – okazuje się, że to nie jest tekst analityczny. To jest folder reklamowy, tylko bez logo kanadyjskiej firmy na pierwszej stronie.
W rzeczywistości mamy do czynienia z klasycznym przykładem „kopalnianej fantazji literackiej”, w której autor maluje obraz cudownego dobrobytu, nie zawracając sobie głowy obowiązującymi stawkami, rachunkiem ekonomicznym, realiami rynku metali ani… fizyką.
Zanim ktoś uwierzy w miliardy płynące szeroką rzeką do lokalnych budżetów, przeanalizujmy tę dziennikarską baśń. Przedstawiamy najbardziej konkretne bzdury (z realnymi liczbami) z artykułu w lokalnej gazecie.
Miliardy dla gmin z opłaty eksploatacyjnej
Według obowiązującej obecnie stawki opłaty eksploatacyjnej kopalnie w Polsce płacą 1,84 zł za tonę rudy cynkowo-ołowiowej. Według danych opublikowanych przez kanadyjską firmę planowane wydobycie ma wynieść ok. 20 mln ton rudy w 23–24 lata. Z tego wynika, że wszystkie gminy znajdujące się nad złożem otrzymają razem 20 mln ton × 1,84 zł = 36,8 mln zł, z czego 60% trafia do gmin, a reszta do Skarbu Państwa. To daje 22,08 mln zł przez około 20 lat.
A zatem nie jest to 30 mln a 1,1 mln zł rocznie i to podzielone na cztery gminy!!!
Cztery gminy podzielą się kwotą mniejszą niż roczny budżet małego gminnego ośrodka kultury. Natomiast z artykułu w Kurierze Zawierciańskim wynika, jakby tu miał powstać drugi Katar, Arabia Saudyjska i Dubaj w jednym.
Złoża rud cynku i ołowiu nie są rozłożone równomiernie na terenie gmin. Większość znajduje się pod Zawierciem i Łazami. Nie mamy instrumentów, żeby te wartości policzyć dokładnie, ale przez 20 lat wpływy z opłat eksploatacyjnych szacunkowo będą wyglądały mniej więcej tak:
- Łazy – ok. 8,8 mln zł (40% zasobów) – 440 tys zł. rocznie
- Zawiercie – ok. 7,7 mln zł (35% zasobów) – 385 tys zł rocznie
- Ogrodzieniec – ok. 3,3 mln zł (15% zasobów) – 165 tys. zł rocznie
- Poręba – ok. 2,2 mln zł (10% zasobów) – 110 tys. zł rocznie
Realnie samorządy otrzymają rocznie od 110 tys. do 440 tys. zł. Budżety gmin nawet tego nie zauważą. Ale to nie przeszkadza autorowi artykułu „sprzedawać” te dochody jako historyczną szansę dla regionu.
„CIT zasili lokalne budżety” – klasyk propagandy
Zacznijmy od tego, że CIT trafia do gmin, tylko w niewielkiej części (6,71%). I to pod warunkiem, że spółka ma SIEDZIBĘ na ich terenie. Kanadyjska firma może zarejestrować działalność w Warszawie, Krakowie albo… Luksemburgu. Zgadnijcie, gdzie zarejestruje?
Z dokumentacji przedstawianej przez autorów projektu OLZA Spółka przez cały okres eksploatacji złóż cynku i ołowiu w regionie zawierciańskim (20-24 lata) szacunkowo zgarnie 1,2 mld USD zysku netto, które wyjedzie do właścicieli. A gminy? Gminy będą miały prawo obserwować to z daleka.
„To potężne wpływy z produkcji metalu!” – tylko że kopalnia NIE produkuje metalu
Kanadyjska spółka w swoich dokumentach pisze jasno, że w kopalni zamierza produkować koncentrat a nie czysty cynk. Pan – za przeproszeniem – redaktor policzył przychody tak, jakby gminy miały mieć u siebie hutę cynku i ołowiu. Nie mają. I mieć nie będą. Chociażby dlatego, że w okolicach pobliskiego Olkusza taka huta istnieje od lat. ZGH „Bolesław” zlikwidowało kopalnię, ale huta ma się dobrze. Przerabia cynk przywożony tu z różnych stron świata i rozwija technologie recyklingu, odzyskiwania cynku z pozostałych w tym rejonie hałd.
Wracając do regionu zawierciańskiego. Realny przychód ze sprzedaży metalu po przerobie to ok. 2,9 mld USD w całym cyklu życia kopalni (dwadzieścia kilka lat). Ale to przychód RYNKU, nie gmin. Do gmin trafiają tylko grosze z opłaty eksploatacyjnej, co już opisaliśmy powyżej.
Porozmawiajmy o kosztach
Koszty? Redaktor „Kuriera Zawierciańskiego” o nich nie wspomina, bo po co psuć bajkę. No ale one są:
- koszty działania kopalni – ok. 940 mln USD
- koszty hutnicze – ok. 528 mln USD
- koszty budowy kopalni – ok. 200 mln USD
Razem koszty: ok. 1,67 mld USD. Zysk netto: 1,23 mld USD. Do podziału? Nie. Do wywiezienia – do Luksemburga lub Kanady. Ale o tym nasz Koszałek-Opałek z „Kuriera Zawierciańskiego” milczy, bo mu to nie pasuje do narracji prosperity.
„Setki miejsc pracy dla regionu!” – kolejny mit
Kanadyjska firma w dokumentach podaje szacunkowo, że stworzy ok. 400 miejsc pracy, z czego:
- część dla operatorów
- część dla specjalistów (często spoza regionu)
- część niskopłatnych
Wśród zatrudnionych część to specjaliści – niekoniecznie pochodzący z regionu zawierciańskiego. Tym bardziej, że nawet w opracowaniach KGH „Bolesław”, gdy likwidowana była kopalnia pod Olkuszem, czarno na białym napisano, że planowane jest zatrudnienie części zwalnianych pracowników w kopalni, która powstanie w regionie zawierciańskim. I znowu nasze gminy nic z tego nie będą miały, bo podatek dochodowy odprowadza się przeważnie tam, gdzie się mieszka.
„Kopalnia to szansa cywilizacyjna”
Owszem, ale dla inwestora – nie dla mieszkańców. Gminy dostaną w sumie ok. 22 mln zł przez cały okres ewentualnego funkcjonowania kopalni , a inwestor – 1 000 000 000 USD. Ale spokojnie, dziennikarz w swoim artykule robi z tego „partnerstwo”. Polega ono prawdopodobnie na otwieraniu zupełnie nowych możliwości. W Kanadzie będą otwierać szampana, spoglądając na konta bankowe, a w regionie zawierciańskim będziemy otwierać stacje uzdatniania wody lub nowe odcinki wodociągów, bo świetna jakościowo woda, z której teraz korzystamy, nie będzie się nadawać do użytku. Czyli jednak „partnerstwo”.
Dziennikarz ma prawo do opinii, ale nie do własnej matematyki
- Jeśli w artykule pojawiają się:
- błędne założenia,
- pominięte koszty,
- wyolbrzymione korzyści,
- zdeformowane dane,
- i narracja żywcem jak z biuletynu PR zagranicznej spółki…
…to trudno to nazwać dziennikarstwem. To jest propaganda inwestorska, tylko za darmo. Nie powstydziłaby się jej nawet „Trybuna Ludu” w czasach PRL.
Kiedy liczby mówią jedno, a artykuł w „Kurierze Zawierciańskim” drugie, to wina nie leży po stronie liczb. Ktoś tu po prostu albo nie wie, co pisze – albo bardzo dobrze wie, komu jego tekst ma służyć.
fot. ilustracyjne AI