Sprawa badań złóż cynku i ołowiu w rejonie Zawiercia wchodzi w kolejny etap. Stowarzyszenie „Nie dla Kopalni Cynku i Ołowiu” nie składa broni i domaga się ponownego rozpatrzenia decyzji o przedłużeniu koncesji dla Rathdowney Polska Sp. z o.o.. I jasno mówi: tu nie chodzi o emocje. Chodzi o prawo, bezpieczeństwo i wodę.
Kto zniknął ze sprawy?
Pierwszy zarzut jest prosty: nie ustalono wszystkich stron postępowania.
Wcześniej, gdy sprawa tej samej koncesji była prowadzona, stron było kilkanaście. Byli prywatni właściciele działek, były instytucje państwowe – Lasy Państwowe, Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa – była Gmina Zawiercie jako właściciel gruntów i jako organ administracyjny. Dziś część z tych podmiotów zniknęła z listy stron. Bez wyjaśnienia. Bez jasnej informacji, dlaczego utraciły ten status.
Stowarzyszenie pyta wprost: skoro prace geologiczne mogą nadal dotyczyć ich terenów, to jakim cudem nie mają już prawa brać udziału w postępowaniu?
Jeśli to prawda, to nie jest drobny błąd. To podważenie fundamentów całej procedury.
Rurociąg pod kołami wiertni
Drugi wątek jest jeszcze poważniejszy. Przez teren objęty pracami przebiega rurociąg tlenowy – kluczowa instalacja dla działania lokalnych zakładów przemysłowych. Ciężkie wiertnice mają prowadzić prace w jego pobliżu, a nawet przecinać trasę rurociągu.
Stowarzyszenie wskazuje trzy proste pytania:
- Czy przeprowadzono analizę ryzyka?
- Jak ma być zabezpieczona ta infrastruktura?
- Czy inwestor ma ubezpieczenie na wypadek wielomilionowych strat?
Na te pytania – jak twierdzą działacze – nie ma jasnych odpowiedzi.
Historia zna przypadki uszkodzeń rurociągów podczas robót ziemnych. Wystarczy przypomnieć zdarzenie w Jankowie Przygodzkim, w którym dodatkowo zginęły dwie osoby, a wiele zostało rannych. Tam też wszystko miało być pod kontrolą. Do czasu.
Gdzie jest ocena wpływu na środowisko?
Najmocniejszy cios dotyczy środowiska.
Stowarzyszenie podnosi, że przy przedłużeniu koncesji nie przeprowadzono pełnej oceny oddziaływania na środowisko. A mówimy o pracach na obszarze ochronnym wód podziemnych.
Wiercenia mogą wpływać na:
- poziom wód,
- grunty leśne,
- stabilność terenu,
- infrastrukturę.
To nie są detale. To są podstawowe kwestie bezpieczeństwa regionu.
Co więcej – przy podobnych przedsięwzięciach w innych częściach województwa sporządzano rozbudowane raporty środowiskowe, zwłaszcza w rejonach Natura 2000. Tu takiej dokumentacji nie ma.
Pytanie brzmi: dlaczego?
Biorąc to wszystko pod uwagę Stowarzyszenie domaga się:
- ponownego ustalenia wszystkich stron postępowania,
- pełnej dokumentacji środowiskowej,
- analizy wpływu na infrastrukturę krytyczną,
- uwzględnienia istniejących raportów naukowych.
Ministerstwo daje sobie czas
Ministerstwo Klimatu i Środowiska chyba podeszło do tej sprawy poważnie. Poinformowało, że nie ma szans dotrzymać zwyczajowego (i urzędowego) terminu załatwienia tej sprawy. Zdaniem Ministerstwa jest ona dość złożona i powoduje konieczność przeprowadzenia postępowania dowodowego.
Nowy termin to 28 lutego 2026 roku.
Resort zapowiada wnikliwą analizę argumentów.
Dla Stowarzyszenia to sygnał, że sprawa nie została zamknięta. Że procedura wciąż trwa. Że prawo jeszcze działa. Co prawda, nie wierzymy w cuda. Ale w to, że państwo powinno działać zgodnie z prawem – jeszcze tak.
Czy przedstawione argumenty sprawią, że decyzja o przedłużeniu koncesji zostanie rozpatrzona ponownie? Odpowiedź poznamy po 28 lutego br.