Czy można po raz piąty próbować wejść do tej samej rzeki – i za każdym razem udawać, że to tylko kąpiel próbna? Rathdowney Polska Sp. z o.o. najwyraźniej uważa, że tak. Firma, która od lat stara się o uruchomienie wydobycia rud cynku i ołowiu na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej, ponownie wystąpiła do Ministerstwa Klimatu i Środowiska o przedłużenie koncesji na badania geologiczne. Tyle że tym razem robi to po cichu, za zasłoną z paragrafów, klauzul poufności i urzędowych pieczęci.
Z dokumentu Ministerstwa Klimatu i Środowiska z 26 sierpnia 2025 roku wynika, że Rathdowney nie tylko złożyło wniosek o zmianę koncesji nr 34/2010/p, ale także poprosiło o utajnienie całego pakietu dokumentów – od wniosku po załączniki, w tym dodatek nr 3 do projektu robót geologicznych. Ministerstwo przychyliło się do tej prośby, nadając im klauzulę poufności. Oznacza to, że opinii publicznej nie wolno wiedzieć, co dokładnie planuje firma pod Zawierciem, Porębą, Łazami i Ogrodzieńcem.
To już piąta próba przedłużenia koncesji przez spółkę, która od dekady przekonuje, że „to tylko badania”, a nie zapowiedź przyszłej kopalni. Tymczasem lokalne samorządy – od Zawiercia po Porębę – mówią jednym głosem: „Nie chcemy kopalni na Jurze!” W ubiegłym miesiącu starosta zawierciański Teresa Mucha-Popiel, prezydent Zawiercia Anna Nemś oraz burmistrzowie Łaz i Poręby spotkali się w Warszawie z minister Pauliną Hennig-Kloską, by po raz kolejny przypomnieć, że Jura to nie przemysłowy poligon, lecz zielone serce Polski.
Ironią losu pozostaje fakt, że właśnie w czasach, gdy władze lokalne domagają się transparentności i szacunku dla mieszkańców, inwestor zasłania się klauzulą tajności. Obywatele nie mogą więc dowiedzieć się, jakie dokładnie badania planuje Rathdowney, gdzie chce wiercić i jakie mogą być skutki środowiskowe. Oficjalnie chodzi tylko o „rozpoznanie złóż”, ale trudno nie mieć deja vu – bo ten sam scenariusz powtarza się od 2010 roku.
Czyżby firma naprawdę obawiała się, że prawda o jej planach nie spodoba się mieszkańcom Jury? Czy może „poufność” to wygodny sposób na unikanie trudnych pytań?
Jakby nie patrzeć, sytuacja zaczyna przypominać klasyczną farsę administracyjną: Rathdowney składa wnioski, ministerstwo je opiniuje, samorządy protestują, a opinia publiczna dowiaduje się o wszystkim… po fakcie. I tak w kółko od piętnastu lat.
Tymczasem społecznicy i mieszkańcy regionu mówią wprost: „Jeśli te dokumenty są nieszkodliwe, pokażcie je. Jeśli nie – wiemy już, że jest się czego bać.”
Na Jurze nie potrzebujemy kopalni. Potrzebujemy powietrza, wody i spokoju. Bo cynk i ołów może i błyszczą w raporcie geologicznym, ale w ludzkim życiu – zatruwają wszystko, czego dotkną.
Rathdowney Polska po raz piąty próbuje przedłużyć koncesję na badania złóż cynku i ołowiu. Ministerstwo Klimatu i Środowiska nadało dokumentom klauzulę poufności.
Mieszkańcy Jury pytają – co takiego ma do ukrycia inwestor, który twierdzi, że „nie ma nic do ukrycia”?
