Głos stowarzyszenia przeciwko kopalni cynku i ołowiu
Nie mamy już wątpliwości – sprawa kopalni w rejonie Zawiercia wchodzi w fazę, w której decyzje mogą zostać podjęte ponad głowami mieszkańców. Zagraniczny inwestor ma szanse przedłużyć koncesję na badania złóż cynku i ołowiu, a Ministerstwo Klimatu i Środowiska proceduje uznanie tych złóż za strategiczne.
I właśnie dlatego trzeba powiedzieć to jasno: to nie jest inwestycja dla ludzi stąd.
Gazeta Jurajska mówi wprost – i trudno się z tym nie zgodzić
W materiale opublikowanym przez portal Gazeta Jurajska padają argumenty, które mieszkańcy powtarzają od miesięcy. Nie są to emocje. To fakty.
Najważniejszy z nich?
Dziś bardziej opłaca się import cynku niż jego wydobycie w Polsce.
Przy obecnych kosztach energii, pracy i wymogów środowiskowych w Unii Europejskiej:
- import koncentratu jest tańszy,
- recykling staje się coraz bardziej efektywny,
- nowe kopalnie to ogromne ryzyko finansowe.
Więc pojawia się pytanie: po co to wszystko?
Bajki o miejscach pracy
Słyszymy od przedstawicieli inwestora, że kopalnia to setki miejsc pracy, rozwój regionu i impuls gospodarczy. Brzmi dobrze. Tylko że to narracja, która nie wytrzymuje zderzenia z rzeczywistością.
Bo prawda jest taka:
- w regionie brakuje wykwalifikowanych górników,
- zatrudnienie znajdą raczej pracownicy z innych części kraju,
- lokalni mieszkańcy mogą zostać co najwyżej obserwatorami „rozwoju”.
To nie jest pierwszy raz, kiedy wielka inwestycja obiecuje złote góry. I nie pierwszy raz, kiedy te obietnice okazują się… marketingiem.
Woda kontra kopalnia – tego się nie da pogodzić
Najbardziej niepokojący wątek, który wybrzmiewa także w analizach przywoływanych przez Gazetę Jurajską, dotyczy wody. Aby prowadzić wydobycie, konieczne byłoby odpompowanie ogromnych ilości – nawet 60 mln m³ rocznie.
Dla porównania: cały powiat zużywa ok. 12 mln m³ rocznie.
To nie jest różnica. To przepaść.
Mówimy o regionie, który opiera swoje życie i rozwój właśnie na zasobach wodnych.
Mówimy o czasie, w którym susza przestaje być problemem przyszłości, a staje się codziennością.
Nie da się jednocześnie chronić wody i prowadzić takiej eksploatacji.
„Złoże strategiczne” – czyli obejście mieszkańców
Procedura uznania złoża za strategiczne może sprawić, że:
- decyzje zapadną centralnie,
- samorządy zostaną sprowadzone do roli statystów,
- lokalny sprzeciw stanie się formalnością.
Z naszej perspektywy to najgroźniejszy moment całej tej historii.
Bo jeśli państwo zdecyduje „tak”, to głos ludzi może zostać po prostu pominięty.
Kto naprawdę na tym zarobi?
Nie oszukujmy się – ta inwestycja jest opłacalna przede wszystkim dla inwestora. Złoża zostaną wydobyte, sprzedane na globalnym rynku i tyle. Nie ma żadnej gwarancji, że:
- surowiec trafi do polskiego przemysłu,
- zyski zostaną w kraju,
- region realnie na tym skorzysta.
Za to mamy gwarancję ryzyka w postaci:
- szkód środowiskowych,
- spadku wartości nieruchomości,
- zagrożenie dla lokalnej gospodarki.
To nie jest wybór „za czy przeciw kopalni”
To jest wybór między:
- krótkoterminowym interesem inwestora,
- a długoterminowym bezpieczeństwem mieszkańców.
Dziś Polska nie potrzebuje tej kopalni, żeby funkcjonować. A skoro nie potrzebuje – to dlaczego mamy ryzykować coś tak fundamentalnego jak woda i jakość życia?
Nie mówimy „nie” rozwojowi. Mówimy „nie” tej inwestycji
Jako stowarzyszenie „Nie dla Kopalni Cynku i Ołowiu” nie jesteśmy przeciwnikami rozwoju.
Ale rozwój nie może oznaczać:
- degradacji środowiska,
- ignorowania mieszkańców,
- uzależnienia regionu od jednej, ryzykownej inwestycji.
Bo prawdziwy rozwój to taki, który zostaje tu – a nie taki, który po prostu tu… wydobywa i wyjeżdża.
I właśnie dlatego mówimy jasno:
ta kopalnia nie jest przyszłością regionu zawierciańskiego.
fot. ilustracyjne (AI)